wtorek, 1 lipca 2014

t-shirt painting

Cóż zrobić, gdy za oknem leje, leje, pada...?
Jestem jedną z tych osob, które się nie nudzą. 
W dodatku obie z Miłką lubimy plastyczne zabawy, chwyciłyśmy więc za farby do tkanin.
To prezent urodzinowy, który dotychczas niewykorzystany czekał na debiut. 

Miłka zachwyca się brokatem, ja motywem dream catcher'a. 
Choć zdawać by się mogło, że takie połączenie może być nietrafione, efekt miło zaskakuje. Etno z dziecięcym przymrużeniem oka.
Indiańskie akcenty znakomicie komponują z urodą Miłki.
Bawiłyśmy się dobierając kolory, malując, a t-shirt zyskał nowy wyrazisty charakter i grubą fakturę.












5 komentarzy:

Anna hugoandmathilda pisze...

Fajna sprawa, wygląda świetnie. My do tej pory malowaliśmy tylko pisakami, ale kiedyś chciałabym spróbować i farb, bo ciekawie można przerobić stare, zapomniane ubrania. Sprawdzałaś jak farba zachowa się po praniu?

Crate of Art pisze...

Pisaki też fajna sprawa, przy farbach dodatkow jest faktura. Myślę, ze z pisakami można pobawić się w precyzyjniejsze wzory.
Ja postawiłam na pranie ręczne i na razie się sprawdza. Jeśli pralka, to chyba tylko małe obroty i max 30stopni.

Anonimowy pisze...

Świetna koszulka wyszła :) Co do prania, to dobrze jest farby utrwalić prasując zelazkiem, oczywiście na lewej stronie albo przez jakiś materiał. Ja swoje malowane farbami akrylowymi normalnie piore w pralce z innymi rzeczami w 30 albo 40 stopniach i żyją. Ale to zależy od farb, niektóre sa bardziej trwałe, inne sie kruszą itd.

Crate of Art pisze...

gdzieś w ferworze rozpakowywania prezentów wyrzuciłam instrukcję, dlatego teraz nie wiem, czy żelazko byłoby wskazane:)

My everyday life pisze...

świetna bluzeczka!!!

Prześlij komentarz